piątek, 28 października 2011

Cień Wiatru - Carlos Ruiz Zafón

Cień Wiatru - Carlos Ruiz Zafón

Autorem artykułu jest Piotr Łeszyk



Recenzja książki.
Zapytałam kiedyś moją przyjaciółkę, jak chciałaby nazwać swoje dzieci. Ona bez chwili zawahania uśmiechnęła się i powiedziała: Penelopa i Julian. Nie ukrywam, że wybór tych niecodziennych w Polsce imion zbił mnie trochę z tropu. Wręczyła mi książkę i powiedziała, że jak przeczytam to wszystko zrozumiem. I zrozumiałam.

Już od pierwszych stronic powieści Carlosa Ruiz Zafóna dałam się zaczarować tej książce i Barcelonie, w której toczy się cała akcja. Autor przenosi nas do roku 1945, gdzie pewnego letniego dnia o świcie zaciera się granica pomiędzy magią i rzeczywistością. Młody Daniel Sempre zostaje zaprowadzony przez ojca, antykwariusza i księgarza, do miejsca gdzie odnalazły schronienie setki tysięcy zapomnianych i niechcianych książek, które czekają, aż pewnego dnia ktoś po nie przyjdzie i przeżyje ich historię na nowo. Właśnie tam, na Cmentarzu Zapomnianych Książek, dziesięcioletni chłopiec odnajduje Cień wiatru Juliana Caraxa. Nie jest on jednak jeszcze świadom, że ta powieść odmieni całe jego życie. Niebawem dowiaduje się, że jego zdobycz to jedyny egzemplarz, który się uchował. Ktoś dopilnował, aby wszystkie pozostałe zostały spalone i zależy mu na zniszczeniu również ostatniej sztuki.

Jesteśmy świadkami, jak przez kolejne lata Daniel dorasta, a jego ciekawość dotycząca tajemnicy Caraxa i jego powieści wciąż nie maleje. Młody Sempre chce odnaleźć pozostałe książki autora i poznać jego losy. W tą historię wplątana jest niejedna osoba, a wielu przez nią straciło życie. Pytanie tylko czy warto poświęcać się, aby odkryć prawdę, która może czasem przerażać? Chociażby prawda o Julianie i Penelopie, o Montjuic, palonych książkach czy śmierci poniesionej w imię przyjaźni. Niewątpliwie jednak warto przeczytać tę książkę, przenieść się w wyobraźni do Barcelony, wędrować jej ulicami i chłonąc atmosferę tego niezwykłego miasta.

Śladami bohaterów można wybrać się także za sprawą przewodnika po Barcelonie, wydanego przez Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA. To niezbędnik dla wszystkich, którzy wybierają się do tego hiszpańskiego miasta na wakacje i nie zamierzają jedynie wylegiwać się na plaży. Autorzy tego przewodnika, dzięki rozmowie z C. R. Zafónem opisali miejsca, w których można się zakochać czytając Cień wiatru. To zabawne, jak wyobraźnia człowieka potrafi płatać figle, a miejsca, które sobie wyobrażamy czytając książki, mogą się okazać całkowicie inne. Co nie znaczy jednak, że nie równie piękne i tajemnicze. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że są miasta tak tajemnicze, że samo przebywanie w nich jest inspiracją i natchnieniem. Tak właśnie jest z Barceloną.

Autor: megane
---

Tekst pochodzi ze strony www.akademiec.pl. Sprawdź nas!


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Sen o Italii - recenzja książki Doroty Sobolewskiej-Bieleckiej

Sen o Italii - recenzja książki Doroty Sobolewskiej-Bieleckiej

Autorem artykułu jest Aleksander Sowa



Zanim zacznę muszę jasno wyjaśnić, że trudno mi patrzeć na książkę tylko z punktu widzenia czytelnika, ale to chyba zrozumiałe. Dlatego będę pisać co czuję, a że lepszy ze mnie czytelnik niż pisarz, to tej drugiej naturze należy ufać bardziej.

A krytyk ze mnie już zupełnie żaden, więc ewentualną krytykę trzeba brać z przymrużeniem oka.

Otóż przeczytałem i...

I mam mieszane uczucia. Pierwsze co mi się rzuciło to okładka: jest dość atrakcyjna (choć to kwestia gustu rzecz jasna) ale muszę przyczepić się do czcionki. Według mnie jest to nieodpowiedni wybór. Taka czcionka jest nieczytelna. Nie rozumiem też użycia czcionki innej niż Times New Roman, w tekście, co nie znaczy, że ta którą użyto jest zła.

Sprawa zasadnicza to jednak tekst i fabuła. Otóż sądziłem, że jest to powieść, tymczasem powieść to nie jest. W moim odczuciu są to wspomnienia pomieszane z reportażem. Zatem naturalna konsekwencją wydaje się narracja pierwszoosobowa. Niestety to bardzo trudna forma, co widać – miejscami bowiem czyta się ciężko. Dodatkowym utrudnieniem dla mnie są liczne wtrącenia obcojęzyczne – konkretnie z języka włoskiego. Dla kogoś kto jest zafascynowany językiem włoskim, będzie to dodatkowy atut ale dla mnie to minus. Tak robili też wielcy np. Hemingway z hiszpańskim, i też mnie drażniło, kiedy pewnych sformułowań po prostu nie rozumiałem i musiałem się domyślać. Uważam, że w wtrącenia z włoskiego powinny być tłumaczone w stopce jako przypis, jeśli są już konieczne (nie są i nie tyle!). Na koniec przepisy kuchni włoskiej. Nie rozumiem – do czego są one potrzebne? Komu? Książka ze wspomnieniami, reportaż – w porządku. Ale przepisy jak w książce kucharskiej – nie zgadzam się, tym bardziej, że przewodnik kulinarny to nie jest.

To tyle mojego pastwienia się.

Trzeba bowiem jasno powiedzieć sobie, że to wiele z tego co napisałem wcześniej może być dla kogoś innego zaletą. Podkreślam, że dla osób zafascynowanych Włochami, kulturą i językiem tego kraju a także realiami życia emigrantów z Polski, czy też pracowników sezonowych może to być bardzo wartościowa pozycja. Pewne potknięcia warsztatowe z pewnością będzie rekompensował fakt, że spojrzenie autorski nie jest zmanierowane warsztatem pisarskim a bliżej mu do stylu dziennikarskiego i pewnie dzięki temu, można miejsca i wydarzenia o których autorka pisze odbierać lepiej, bliżej, pełniej.

Podsumowując: książka ta to interesujący reportaż na wyżej wspomniane tematy i każdemu, kto jest zainteresowany prawdą o realiach życia we Włoszech z określonego punktu widzenia z pewnością taka lektura się przyda. Co więcej – dla takich czytelników będzie to bardzo interesująca, a miejscami nawet możliwe że szokująca książka. I tym wszystkim spokojnie ją polecam.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl